0
pl
US
X
× SuperSmart S'informer par question de santé Nouveaux articles Articles populaires Visiter notre boutique Moje konto Smart Prescription Blog Program lojalnościowy Język: Polski
Przeciwdziałanie procesom starzenia Conversations

Rozmowa na temat raka, którą chciałeś przeczytać już dawno temu

Odżywianie, wpływ stresu, możliwe przyczyny mutacji, objaśnienie zjawisk... Rozmowa dwóch osób zgłębiających tematykę raka.
Rozmowa dwóch osób o raku
Rédaction Supersmart.
2019-09-06Komentarze (0)

Moja przyjaciółka dowiedziała się niedawno, że ma raka piersi. 44 lata, wysportowana, wegetarianka... Coś strasznego. Rok temu jej mąż zginął w wypadku samochodowym i zastanawiam się, czy to mogło mieć jakiś wpływ…

Ojej, strasznie mi przykro. Taka trauma z pewnością jej nie pomogła, ale musisz wiedzieć, że nie mogła wywołać raka... Guz, który lekarze wykryli w jej piersi, składa się z co najmniej miliarda komórek. Ale na samym początku była tylko jedna. Jedna jedyna komórka raka, która następnie dokonała podziału na dwie identyczne komórki raka, z których powstały cztery komórki, a następnie osiem, szesnaście, trzydzieści dwie i tak dalej aż do miliarda.

By z jednej komórki powstało ich miliard, proces „podziału komórek” musi się dokonać 33 razy. Wymaga to dużo energii i może zająć sporo czasu. Szacuje się, że w przypadku komórek piersi proces ten trwa około 4 miesięcy. Prosty rachunek pozwala nam zrozumieć, że pierwsza komórka raka musiała występować w organizmie co najmniej 132 miesiące przed diagnozą (4 miesiące x 33), czyli 10 lat temu! Więc gdyby źródłem raka miało być jedno konkretne wydarzenie, to musiało ono mieć miejsce około 10 lat temu…

Ponad 10 lat temu? Gdy miała 34 lata? Ale jak to? Skąd u tak młodej osoby?

Wiesz, rak to trochę jak wygrana na loterii. I choć akurat w tej loterii nikt nie chce wygrać, wszyscy w nią gramy wbrew własnej woli. Każdego dnia dostajemy los, który może nam przynieść tę zgubną wygraną, czyli słynną komórkę nowotworową. Szansa jest znikoma, ale w loterii zawsze ktoś wygrywa, ponieważ jest nas bardzo dużo i wszyscy gramy każdego dnia przez całe życie.

A więc jedyną przyczyną jest... pech?

Nie, to jeszcze nie koniec mojego wywodu. Tak naprawdę ta loteria jest wyjątkowa: różni ludzie dostają różną liczbę losów. Na przykład palacze otrzymują ich więcej niż osoby niepalące. Podobnie dzieje się w przypadku osób często wystawiających się na działanie promieni słonecznych bez odpowiedniego zabezpieczenia oraz tych, które nie zapewniają sobie dostatecznej ilości snu. Nie oznacza to, że właśnie one pewnego dnia wygrają loterię, a jedynie, że zwiększają szansę wygranej w stosunku do osób, które mają tylko jeden los. Niektóre osoby otrzymują wiele losów, ponieważ kumulują wiele czynników ryzyka wystąpienia raka, takich jak otyłość, siedzący tryb życia, złe odżywianie, zbyt duże spożycie alkoholu, palenie… Z taką liczbą losów albo ma się ogromne szczęście (i tak może się zdarzyć) albo trzeba liczyć się z prawami statystyki i ostateczną wygraną. Ponadto należy sprecyzować, że 5-10% przypadków raka piersi ma podłoże genetyczne: niczego nieświadome kobiety otrzymują więc o wiele więcej losów niż ich rówieśnice, choć nie wystawiają się na działanie czynników ryzyka.

Niestety w tej loterii można wygrać, także dysponując niewielką liczbą losów. I być może to właśnie przydarzyło się Twojej przyjaciółce…

W jaki sposób i kiedy pojawia się rak?

Też mi się tak wydaje. Prowadziła taki zdrowy tryb życia... Ale jak dokładnie do tego doszło? Co takiego wydarzyło się 10 lat temu, kiedy pojawiła się pierwsza komórka nowotworowa?

Po pierwsze musisz pamiętać, że nasz organizm składa się z ponad miliona miliardów komórek. Ale na samym początku tworzyła go jedna komórka. I dokładnie tak samo było z guzem Twojej przyjaciółki. Pierwsza komórka to wynik spotkania plemnika i oocytu, do którego dochodzi w momencie zapłodnienia. Ta pierwsza komórka dzieli się i powstają dwie komórki, z których tworzą się cztery komórki i tak dalej, aż do powstania kompletnego i złożonego organizmu wielokomórkowego.

Jest to organizm złożony, gdyż komórki nie ograniczają się jedynie do podziału: specjalizując się w zależności od miejsca występowania w organizmie, pełnią role i przyjmują specyficzne formy. I tak komórki płuc zupełnie nie przypominają komórek krwi, mózgu czy wątroby. Każda przyjmuje specjalną formę i pełni specyficzne funkcje.

Ale czym tak naprawdę jest komórka?

Komórka to tak naprawdę „plastikowa siatka” służąca do przenoszenia materiału potrzebnego do podziału i zapewniania jej prawidłowego działania. Zawartość tych plastikowych siatek różni się w zależności od rodzaju komórki. Zawartość komórek krwi jest niewielka, gdyż muszą one zapewnić miejsce hemoglobinie, która transportuje tlen do komórek płuc. Z kolei komórki wątroby zawierają wiele materiału niezbędnego w procesie stałej detoksykacji organizmu, przez co stanowią prawdziwe fabryki biochemiczne.

A co utrzymuje te „siatki” przy życiu?

Mówimy, że są żywe, ponieważ są w stanie wytwarzać wiele wspaniałych rzeczy na podstawie „książek kucharskich”, które ze sobą transportują. Te „książki kucharskie” to nic innego jak geny. Układa się je w biblioteczki zwane chromosomami. A przepisy nie są spisane na papierze, lecz na bardzo cienkich nitkach zwanych DNA. Gdyby wszystkie nitki zawarte w jednej tylko komórce ułożyć obok siebie, uzyskalibyśmy nić o długości ponad 4 metrów.

Przepisy te spisane zostały nie z użyciem znanych nam liter, lecz za pomocą o wiele prostszego alfabetu, zwanego kodem genetycznym. Alfabet ten składa się z zaledwie 4 liter, ale zdania służące do redagowania przepisów mogą być bardzo długie, przez co możliwości są nieskończone. I to dzięki tym przepisom możliwy jest podział komórek. Gdy komórka otrzymuje odpowiedni sygnał, wybiera najbardziej dostosowane do celu przepisy i je wdraża. Bardzo starannie. Niektóre przepisy umożliwiają wytwarzanie „materiałów budowlanych”, takich jak proteiny, podczas gdy inne ułatwiają ich właściwy dobór lub bronią do nich dostępu. Przepisy te są dosyć specyficzne i typowe dla „genów wyłączających”. To bardzo, bardzo ważne przepisy, które blokują komórkom dostęp do niektórych przepisów w określonych okresach życia.

Pamiętasz, co mówiłem przed chwilą? Komórki wykorzystują specjalne przepisy, by dokonywać podziałów i tworzyć kompletne, wielokomórkowe organizmy. Ale po zakończeniu procesu wzrostu żywego organizmu przepis, który posłużył do podziału, nie jest już komórce potrzebny. Może wręcz być dla niej niebezpieczny. Wyobraź sobie komórkę płuc, która nie przestaje go stosować. Ostatecznie doszłoby do nieskończonej liczby podziałów, które całkowicie zniekształciłyby płuca. I to dlatego istnieją przepisy pozwalające „blokować” inne przepisy, gdy komórki przestają ich potrzebować. Te książki kucharskie cały czas znajdują się gdzieś na półkach biblioteczki, ale nie można ich otworzyć, jak gdyby zamknięte były na kłódkę.

Ale zdarzają się nagłe przypadki, kiedy koniecznie trzeba otworzyć przepis. Na przykład, gdy upadniesz i zetrzesz sobie skórę, konieczny jest podział komórek pozwalający zastąpić komórki obumarłe lub uszkodzone. Dlatego istnieje jeszcze jeden rodzaj przepisów, które umożliwiają ich otwieranie w nagłych wypadkach (złamania, zranienia, końcowy etap życia komórek) poprzez wyważenie kłódki. Możliwość otwierania tych przepisów w wyjątkowych wypadkach zapewniają przepisy nazywane genami anty-onkogenicznymi.

Wszystkie te procesy zachodzą w komórkach w sposób bardzo ostrożny. Gdyby nagle geny wyłączające lub anty-onkogeniczne zaczęły działać bez kontroli, komórka natychmiast uzyskałaby dostęp do niebezpiecznych przepisów. To prawdziwi strażnicy biblioteki: jeden nieodpowiedni ruch z ich strony i komórka zaczyna szaleć. I tak właśnie wygląda rak. Pojawia się wtedy, gdy coś przestaje działać na poziomie genów wyłączających oraz anty-onkogenicznych.

Możliwe przyczyny raka

Ale co jest powodem tej dysfunkcji? Dlaczego ni stąd ni zowąd dochodzi do „awarii”?

Jak wspomniałem wcześniej, w celu odczytania tych przepisów komórki stosują alfabet złożony z czterech liter. Odszyfrowują długie zdania złożone z ciągów liter następujących po sobie w ściśle ustalonym porządku. Od tej kolejności zależy sens zdania, a więc i całego przepisu.

Jeśli weźmiemy prawdziwy przepis kulinarny i wszystkie „n” zamienimy na dowolną inną literę alfabetu, to z pewnością wciąż będziemy w stanie zrozumieć, jak przygotować danie. Ale ze względu na kod genetyczny najdrobniejsza zmiana litery, na przykład jej przestawienie lub usunięcie, może zupełnie zmienić znaczenie zdania. Komórka nie może już poprawnie odczytywać zaleceń. Istnieją wtedy dwa możliwe scenariusze: komórka może zaprzestać stosowania się do przepisu, ponieważ nic jej się nie udaje albo może działać dalej, stosując się do nieprawidłowych zaleceń, a tym samym wytwarzając wadliwy materiał, niezgodny z początkowym zaleceniem. W obu przypadkach efekt może być bardzo niekorzystny.

A w przypadku przepisów pozwalających blokować lub otwierać inne przepisy, na przykład takich jak geny wyłączające, skutki mogą być wręcz katastrofalne! Komórka może zadziałać w sposób dokładnie odwrotny od zamierzonego: pozostawić przepis do dyspozycji komórki, podczas gdy koniecznie należało go zablokować. Chciałbym, żeby to wybrzmiało: komórka może nagle uzyskać możliwość ponownego podziału, choć od dawna nie miała dostępu do przepisu, który to umożliwiał.

Ale skąd nagle w „książkach kucharskich” pojawiają się przepisy zawierające błędy?

Właśnie chciałem do tego przejść. Do wszystkich tych działań komórkom potrzebna jest energia. Dużo energii. Tak jak samochodom potrzebna jest benzyna, komórkom potrzebne są cukier i tlen. Dlatego każda komórka posiada małe fabryki, które pomagają jej „spalać” tlen i cukier, by uzyskiwać z nich energię. Lecz choć ten sprytny mechanizm istnieje od setek milionów lat, wciąż nie jest on doskonały.

Procesowi „spalania” tlenu w komórkach towarzyszy uwalnianie w całej komórce bardzo szkodliwych cząstek. Przypominają one małe stalowe kule wystrzeliwane z flippera w komórce z niesamowitą prędkością. Kule strzelają we wszystkie strony, uderzając w każdą strukturę komórki, w tym jej błony – które nie pozwalają im się uwolnić – oraz w genom, w którym zawarte są słynne przepisy.

Zderzenia te mogą prowadzić do uszkodzenia białek i kwasów tłuszczowych wchodzących w skład błony. Jednak uszkodzenia te są chwilowe: komórka stosunkowo szybko jest w stanie odtworzyć cały ten mały wszechświat. A to dzięki książkom kucharskim znajdującym się w bibliotece. A teraz wyobraź sobie, że te małe kule przebijają książki kucharskie zawierające przepisy, które pozwalają wytwarzać elementy. Co wtedy? Niszczą część przepisów lub doprowadzają do przestawienia liter albo całych akapitów. Konsekwencje są nie tylko trudne do przewidzenia, ale i groźne. Bo czy przepis wciąż da się odpowiednio odczytać i zastosować?

A oto, co w tym samym czasie dzieje się w naszych komórkach: małe utleniające kule przebijają struktury na chybił trafił.

Czy to oznacza, że do uszkodzeń dochodzi od chwili narodzin?

Tak. Ale nasze organizmy są na to przygotowane: cały czas wytwarzają związki zdolne „blokować” te stalowe kule. Te związki to przeciwutleniacze, o których tak dużo mówi się w mediach. Działają one niczym kamizelka kuloodporna, poświęcając się, byle tylko nie dopuścić do przebicia przez kule struktur komórkowych.

Ależ to oznacza, że w naszych komórkach stale toczy się wojna! Czy jednak przeciwutleniacze są wystarczająco skuteczne? Pytam Cię o to, choć domyślam się, że nie…

W normalnych warunkach są bardzo skuteczne. Organizm produkuje je bez przerwy, a poza tym jest w stanie wykorzystywać przeciwutleniacze, które dostarczamy mu wraz z pożywieniem, takie jak witaminy C i E czy flawonoidy. Wystarczy zauważyć, że prawidłowa dieta oraz zapewnienie organizmowi wszelkich warunków niezbędnych do wytwarzania jego własnych przeciwutleniaczy pozwalają dosyć skutecznie zneutralizować kule utleniające.

Jednak w warunkach niestandardowych, gdy komórki są stale bombardowane, a dieta jest nieodpowiednia, same przeciwutleniacze zdecydowanie nie wystarczają, przez co dochodzi do jeszcze większej liczby zderzeń. Takie zaburzenie równowagi nazywamy stresem oksydacyjnym. Lecz największy problem polega na tym, że ta sytuacja, która na początku traktowana była jako anomalia, staje się coraz bardziej „normalna”…

W jakich sytuacjach liczba tych „kul” może wzrosnąć?

Istnieje wiele sytuacji prowadzących do drastycznego wzrostu liczby kul. Nikotyna, alkohol, promieniowanie słoneczne, pestycydy, azbest – wszystkie te czynniki znacznie przyczyniają się do wzrostu liczby kul w komórkach. Poza tym ich ilość wzrasta, gdy odczuwamy stres, nie zapewniamy sobie wystarczającej ilości snu, cierpimy na nadwagę lub źle się odżywiamy.

Czasem liczba przeciwutleniaczy pełniących rolę kamizelek kuloodpornych spada, gdy stosujemy niewłaściwą dietę lub nasz organizm zaczyna się starzeć. Z upływem lat wytwarzamy coraz mniej skuteczne przeciwutleniacze.

W obu przypadkach – wzrostu liczby kul oraz spadku liczby przeciwutleniaczy – rezultat jest taki sam: liczba kul jest zbyt duża, co zwiększa ryzyko wystąpienia mutacji.

Rozumiem. A rak pojawia się, gdy dojdzie do mutacji związanej z bardziej „delikatnym” przepisem.

Nie do końca. Na tym etapie nasz organizm wciąż posiada zasoby do walki z najgorszym! Jeśli w wyniku niesprzyjających okoliczności zderzenia doprowadzą do „mutacji” ważnych genów, takich jak geny wyłączające, komórka ma do dyspozycji dwie strategie.

Pierwsza polega na uruchomieniu stałego „patrolu” kontrolującego stan naszych przepisów. „Patrol” ten kontroluje stan naszych nici DNA, porównując zawarte w nim litery z ich niedawnym „zdjęciem”. Gdy tylko wykryje błąd, przecina nić, tworzy nową i odpowiednio ją skleja. To policjanci, którzy nie zbijają bąków. Ale lepiej wychodzi im zauważanie błędów niż ich naprawianie! A poza tym czasem zdarza im się skopiować nieodpowiednią literę.

Właśnie dlatego komórka zadbała o dodatkowy system kontroli. W razie „W” posiada w swojej biblioteczce diaboliczny przepis polegający najzwyczajniej w świecie na „wysadzaniu w powietrze”. Ten przepis, zwany apoptozą, daje, w ujęciu ogólnym, dostęp do przycisku, który naciska się, by wysadzić komórkę w powietrze. Prędzej umrą, niż spowodują ryzyko dla społeczności. Samobójstwo z altruizmu! Różnica jest niezauważalna. Bo czymże jest jedna martwa komórka w obliczu miliona zdrowych komórek?

Te techniki zdają się niezawodne! W czym więc tkwi problem?

To prawda, są praktycznie niezawodne. Praktycznie. I na tym właśnie polega problem. Jednak biorąc pod uwagę, że każdego dnia padamy ofiarą miliona mutacji dokonujących się w milionach miliardów naszych komórek oraz że obecnie żyjemy ponad 80 lat, czyli ponad 29 000 dni, nie możemy sobie pozwolić na praktycznie niezawodny system.

Prawdopodobieństwo, że krytyczna mutacja nastąpi dokładnie w chwili, w której następuje awaria pozostałych układów (czyli nie działa przycisk powodujący wybuch) jest znikome, ale statystycznie dzieje się tak kilka razy w ciągu naszego życia. A wystarczy jeden jedyny raz…

Kilka razy w ciągu życia? Czy to znaczy, że w niektórych przypadkach nasz organizm wciąż posiada zasoby pozwalające walczyć z rakiem?

Gdy pojawia się komórka raka, mówimy o „zaczątku”. Wciąż jednak dalecy jesteśmy od mówienia o raku. Nowo powstała komórka nowotworowa musi dokonać podziału, by powstały dwie komórki, z których powstaną cztery komórki i tak dalej. Ale ten proces podziału wcale nie jest prosty. Aby podwoić swój materiał genetyczny i komórkowy, komórka musi posiadać spore zasoby energii, co wiąże się z łatwym dostępem do tlenu i cukrów. Jako komórki nieprzewidziane przez organizm nie są one połączone z systemem naczyń krwionośnych! W początkowym etapie radzą sobie, „kradnąc” pożywienie zdrowym komórkom sąsiednim. Ale gdy liczba komórek raka znacznie wzrasta, ta technika przestaje się sprawdzać. Na tym etapie najczęściej dochodzi do obumarcia powstającego guza w wyniku braku dostępu do tlenu.

Od 40 do 45%
kobiet i mężczyzn cierpi na którymś etapie życia na raka.

Lecz w tym przypadku znów może dojść do niesamowitej mutacji umożliwiającej komórce reaktywowanie kolejnego zablokowanego genu. Dzięki takiej nieplanowanej reaktywacji komórka może postarać się o włączenie do układu naczyń krwionośnych. W tym celu wydziela substancje, które mogą sprawić, że pojawią się nowe naczynia krwionośne rozrastające się w jej stronę. Trochę tak jakby za pomocą przyłączy zmieniała kształt naczyń!

To niesamowite... A sąsiadujące komórki nie zdają sobie sprawy z tego, co się dzieje? Albo układ odpornościowy?

No cóż, to kolejna niesamowita sprawa. Zazwyczaj nasz układ odpornościowy jest zaprogramowany tak, by atakować wszystko to, co jego zdaniem nie pochodzi od jednostki lub jest „niewłaściwe”. Pogranicznicy zwani „makrofagami” mają za zadanie rozczłonkować natrętów i dysydentów. Następnie ich poćwiartowane ciała pokazują komórkom odpornościowym zwanym „limfocytami” i uczą je na nie polować. Każdego dnia ten tryb operacyjny wysyła setki alertów. Należą do nich także komórki raka! Nigdy się o tym nie dowiemy, ale nasz układ odpornościowy regularnie pokonuje raka w jego pierwszym stadium.

I to na tym etapie mogą pojawić się nowe mutacje. Refren zaczyna się powtarzać... Niektóre komórki raka zaczynają wykorzystywać niezwykłą technikę kamuflażu: cała powierzchnia błony pokrywa się rodzajem kleju, do którego przyklejają się wszelkiego rodzaju odpady komórkowe lub wręcz niewielkie zdrowe komórki. W ten sposób zupełnie niezauważone przechodzą pod nosem „pograniczników”!

Najsłabsze zostają wyłapane, jednak wystarczy, by przez oczka siatki przedostała się choćby jedna komórka bardziej „złośliwa” niż pozostałe, a możliwe będzie dokonywanie incognito podziałów na wiele komórek równie dobrych w sztuce kamuflażu. Niektóre złośliwe komórki nowotworowe stosują inną metodę: nabywają zaskakującą zdolność usypiania makrofagów i limfocytów, wydzielając w tym celu substancję o działaniu nasennym.

Proces dzielenia się komórki nowotworowej Proces angiogenezy nowotworów Przerzuty nowotworowe do naczyń krwionośnych
Komórka nowotworowa najpierw nabywa zdolność dokonywania podziałów, następnie zmiany biegu układu krążenia i wreszcie przedostawania się do naczyń krwionośnych w celu przemieszczania się po organizmie.

Jak można z nią walczyć?

Zaczynam rozumieć. Mutacje dotykają przypadkowych nici DNA, ale w pewnej mierze kontrolujemy „narzędzia” służące do naprawiania ich skutków lub niszczenia komórek nowotworowych, tak? I możemy sprawić, by liczba mutacji była jak najmniejsza.

Dokładnie tak. „Czynniki ryzyka”, o których rozmawialiśmy przed chwilą, kilkakrotnie podwyższają ryzyko wystąpienia raka. I tak, dym nikotynowy drastycznie zwiększa liczbę kul „utleniających”, które niszczą struktury komórkowe. W tej sytuacji liczba przeciwutleniaczy szybko staje się niewystarczająca, przez co wzrasta liczba zderzeń. A większa liczba zderzeń oznacza większe ryzyko uderzenia w decydujący gen. Ale to jeszcze nie wszystko. Nikotyna dodatkowo obniża skuteczność układu odpornościowego, zmniejszając przede wszystkim efektywność limfocytów odpowiedzialnych za ściganie i niszczenie komórek nowotworowych... Podobnie działają zanieczyszczone powietrze, pestycydy oraz substancje toksyczne, z którymi miewamy styczność w pracy... Dieta uboga w warzywa i owoce nie dostarczy odpowiedniej ilości egzogennych przeciwutleniaczy, a tym samym nie będzie w stanie przeciwdziałać wzrostowi liczby uderzeń w nici DNA oraz, w dłuższej perspektywie, ryzyku wystąpienia mutacji.

Z biegiem lat łączna liczba uderzeń o komórki prowadzi do niewielkich wad w funkcjonowaniu większości narzędzi, które to wady same stają się przyczyną wzrostu liczby uderzeń. To dlatego ryzyko wystąpienia nowotworu wzrasta z wiekiem: jego przyczynę stanowi obniżona skuteczność układu przeciwutleniającego oraz narzędzi do odwracania skutków. A mniejsza skuteczność oznacza większą liczbę mutacji. Im więcej zaś mutacji, tym niższa ich skuteczność. Aż na koniec cały proces przyspiesza…

Wspominałeś, że część nowotworów piersi może mieć podłoże genetyczne.

Pamiętasz, co mówiłem o patrolu kontrolującym stan książek kucharskich w bibliotece (genów)? Które sprawdzają literka po literce, czy nie pojawiły się błędy? Otóż u około 2 na 1000 kobiet przepis umożliwiający pracę patrolu jest nieznacznie uszkodzony od chwili narodzin. W bardziej technicznym języku stosuje się pojęcia mutacji genów BRCA1 i BRCA2. Mutacje te nie uniemożliwiają patrolowi przeprowadzania kontroli, ale jego pracownicy są mniej skuteczni i częściej zdarzają im się błędy.

I to dlatego u tych kobiet częściej dochodzi do mutacji! Ryzyko wystąpienia raka jest więc dużo większe... Jednak wszystko nadal jest kwestią „szczęścia”: nie u każdej kobiety, u której występuje tego rodzaju mutacja genetyczna, pewnego dnia wystąpi rak piersi. Tak jak wspominałem, otrzymują jedynie więcej losów niż pozostałe kobiety. A statystyki mówią same za siebie: Od 40 do 85% kobiet z tej grupy zachoruje na raka piersi przed ukończeniem 70. roku życia, podczas gdy w reszcie populacji odsetek ten wynosi 10%. To predyspozycja genetyczna. Niekorzyść…

A co z aktywnością fizyczną? Ze stresem?

Uważa się, że umiejętność radzenia sobie ze stresem i zadowalający poziom aktywności fizycznej pozwalają przede wszystkim zwalczać komórki raka na wczesnym etapie. Aktywność fizyczna pozwala zwiększyć prędkość, skuteczność i uważność limfocytów. Skuteczny układ odpornościowy może mieć znaczenie decydujące w chwili, gdy guz staje się naprawdę złośliwy. To wtedy należy go jak najszybciej zatrzymać, zanim odkryje wymyślne techniki kamuflażu.

Kwestia stresu zdaje się trochę bardziej złożona. Wyniki ostatnich badań sugerują, że może on mieć negatywny wpływ na wiele aspektów walki z nowotworem. Wiadomo na przykład, że przewlekły stres wzmaga wydzielanie hormonów stresu zwanych katecholaminami. Są to cząstki mające wpływ na wiele funkcji organizmu: przyspieszają rytm serca, zmniejszają skuteczność reakcji odpornościowej, aktywują (tymczasowo) niektóre geny związane z namnażaniem się komórek, dezaktywują inne geny odpowiedzialne za samoistne obumieranie komórek (odpowiadające za działanie słynnego włącznika wybuchu), zwiększają wzrost naczyń krwionośnych (co może pomagać niektórym guzom uniknąć obumarcia przez brak dostępu do tlenu), sprzyjają stanom zapalnym (zjawisko zwiększające liczbę kul „utleniających”)…

A więc może wcale aż tak się nie myliłam w kwestii mojej przyjaciółki! Może i śmierć męża nie była powodem raka, ale z pewnością sprzyjało to jego późniejszemu wystąpieniu.

To rzeczywiście bardzo możliwe. Wyniki wielu badań wykazują, że wysoki poziom stresu, dramatyczne pod względem psychologicznym przeżycia, takie jak utrata osoby bliskiej lub porzucenie, mogą sprzyjać pojawieniu się raka, trudnościom w jego wykryciu lub jego rozwojowi.

O 15%
większy poziom śmiertelności samotnych mężczyzn i kobiet oraz rozwodników.

A propos, jedna z pierwszych prac na ten temat dotyczyła raka piersi! W 1983 roku pewien lekarz zauważył, że wśród 250 kobiet, które leczyły się na raka piersi w szpitalu, w którym pracował, 156 przeżyło na którymś etapie swojego życia wyjątkowo dramatyczne chwile (1). Ale zależność tę udało się potwierdzić dopiero w ostatnim dwudziestoleciu. W 2008 roku profesor Chida wraz z zespołem (2) zebrali wyniki 165 badań, które wykazały, że stres zwiększa ryzyko nowotworu u osób chorych, kolejnych 330, które potwierdziły, że stres zmniejsza szanse przeżycia osób cierpiących na raka oraz 53, które dowiodły, że stres zwiększa poziom śmiertelności wśród osób cierpiących na raka. Dwa lata później profesor Pinquart potwierdził psychogenezę raka (3), podkreślając znaczenie rozpaczy i stanów lękowych w procesie rozwoju choroby.

Wyniki niektórych badań sugerują, że to nie stres sam w sobie sprzyja rozwojowi raka, a nasza nieumiejętność radzenia sobie z nim. I trzeba przyznać, że różnie sobie z nim radzimy. Jednym z nas mierzenie się ze stresującymi sytuacjami oraz walka z depresją czy przygnębieniem przychodzi łatwiej niż innym…

Czy chcesz przez to powiedzieć, że po diagnozie wciąż ważna jest zdolność radzenia sobie ze stresem?

Tak, bez wątpienia. A nie jest to sprawa łatwa! Wyobrażasz sobie, co byś czuła, gdyby dziś zdiagnozowano u Ciebie raka? Puzzle wchodzące w skład układanki, jaką jest Twoje życie, nagle rozpadają się na wszystkie strony! Nic już nie ma sensu, nic już nie ma znaczenia. Nagle paraliżują Cię stres i silne emocje. W takich sytuacjach niełatwo jest dobrze radzić sobie ze stresem i pozostać optymistą, choć to właśnie kluczowe elementy walki z rakiem.

Nie przestajesz o tym myśleć, zastanawiać się, co będzie dalej, źle sypiasz... A zmęczenie sprawia, że zatraca się proporcje i jeszcze trudniej jest poradzić sobie ze stresem. To okrutnie zamknięte koło. Okrutnie wyniszczające, ponieważ to także od jakości snu w dużej mierze zależy reakcja odpornościowa. Myślę, że to dlatego ludzie szukają dodatkowych strategii. Wiedzą, że umiejętność radzenia sobie ze stresem, odżywianie oraz jakość snu to naturalna broń, w którą trzeba się wyposażyć w tej walce.

Stosować leczenie konwencjonalne, uzupełniające czy oba?

Świeża rukiew wodna w misce Korzeń kurkumy i proszek z kurkumy Dziki krzew malinowy z malinami
Warzywa kapustne, czerwone owoce oraz kurkuma zawierają cząstki pozwalające walczyć z niektórymi zjawiskami komórkowymi odpowiedzialnymi za karcynogenezę.

No właśnie, czy leczenie „konwencjonalne” jest naprawdę tak skuteczne, jak się uważa?

Oczywiście. Ludzie coraz częściej zaczynają w to powątpiewać, ponieważ media przekazują im coraz mniej prawdziwych informacji. Jednego dnia czytasz artykuł o cudownej metodzie leczenia,a dzień później z tej samej gazety dowiadujesz się, że ta metoda do niczego się nie nadaje. Dzisiejsze media, albo przynajmniej część z nich, potrzebują przyciągnąć uwagę czytelników i w tym celu niejednokrotnie szukają taniej sensacji. Ale z czasem zauważamy, że duża część artykułów napisana została byle jak, że informacje nie zostały sprawdzone oraz że przy ich pisaniu kierowano się jedynie potrzebą chwili, zupełnie nie przejmując się konfliktami interesów. I wtedy zaczynamy wątpić. Nie tylko w media, ale i w autorytety! A najbardziej zaczynamy wątpić, kiedy dotyka nas choroba nowotworowa: rozpacz odbiera nam zdolność krytycznego myślenia, przez co częściej zaczynamy wierzyć w cudowne rozwiązania. W takich chwilach nawet najbardziej racjonalne osoby wpadają w najbardziej prymitywne pułapki. W końcu są tylko ludźmi. Czasem dzieje się tak dlatego, że zmęczeni chemioterapią i naświetlaniami pragniemy jedynie przestać cierpieć. Czytanie takich treści może być pokrzepiające…

Niestety niektórzy dobrze rozumieją to zjawisko i chętnie wykorzystują je, by przekonywać chorych, że ich terapia jest skuteczniejsza od tradycyjnych metod leczenia. Należy z tym walczyć. W 2017 roku opublikowano wyniki niezależnego badania przeprowadzonego pod kierownictwem profesora Johnssona, które wykazało, że u osób cierpiących na nowotwory nieprzerzutowe, które rezygnują z klasycznych terapii (jest to zresztą coraz liczniejsza grupa) na rzecz metod alternatywnych, ryzyko śmierci wzrasta sześciokrotnie.

To straszne! Czyli lepiej zapomnieć o leczeniu raka metodami alternatywnymi? Suplementacją? Ziołolecznictwem?

Niekoniecznie! Najlepsze wydaje się rozwiązanie polegające na połączeniu leczenia tradycyjnego z wszelkimi metodami mogącymi poprawić jakość życia, czyli zdolność radzenia sobie ze stresem, jakość snu, samopoczucie, odporność, odczuwanie bólu… Osobom czującym się dobrze w swojej skórze udaje się skuteczniej zwalczać raka. Badania to potwierdzają, a personel medyczny coraz lepiej rozumie i dlatego coraz więcej szpitali włącza także leczenie „uzupełniające”. Podkreślam, że wolę określenie „uzupełniające” od „alternatywne”.

A na czym polegają tradycyjne metody leczenia?

Najbardziej znaną metodą jest bez wątpienia chemioterapia. Polega ona na dostarczeniu do organizmu leków, które transportowane są wraz z krwią i docierają do konkretnych komórek nowotworowych, aby je uszkodzić. I zdestabilizować. Mogą spowolnić ich wzrost lub całkiem go zatrzymać, ale pracy tej nie wykonują bez udziału organizmu: jego zadaniem jest wykorzystanie chwilowego osłabienia komórek raka, by „dokończyć” to zadanie. Niestety, jak wiesz, leki te destabilizują także inne komórki, na przykład szpiku kostnego, błony śluzowej jamy ustnej, układu trawiennego czy mieszków włosowych. To właśnie jest przyczyną znanego skutku ubocznego polegającego na wypadaniu włosów.

W zależności od rodzaju raka, stadium choroby, umiejscowienia nowotworu w organizmie, wieku chorego i wcześniejszych przypadków zachorowań w jego rodzinie, zamiast chemioterapii lub razem z nią można stosować także inne metody leczenia, takie jak zabieg chirurgiczny, radioterapia z wykorzystaniem promieniowania alfa istotnie osłabiającego DNA komórek raka, która jednak nie zawsze może być stosowana, gdyż uszkadza także komórki sąsiednie, hormonoterapia, czyli metoda stosowana do walki z komórkami raka, które wspomagają się hormonami, by dokonywać skuteczniejszych podziałów (tak zwane nowotwory hormonozależne).

Dlatego te tradycyjne metody leczenia należy wspomagać wszelkiego rodzaju sprawdzonymi technikami i strategiami, gdyż któraś z nich może przynieść pożądane skutki, takie jak:

Do takich technik należy także odżywianie, prawda?

Tak, zdecydowanie. Ale także i w tej kwestii trzeba być ostrożnym: istnieje cały szereg diet-cud, które nie mają w sobie nic z cudu. Rola odżywiania w rozwoju raka jest niezaprzeczalna, ale złożona. Badania i doświadczenie lekarzy pokazują, że nie istnieje żaden cudowny pokarm, za to istnieją pokarmy sprzyjające rozwojowi komórek raka oraz takie, które pomagają je niszczyć. To bez wątpienia niezwykła broń w walce z rakiem. I choć nie jest to broń jedyna, szkoda byłoby z niej nie skorzystać.

Czy możesz wymienić kilka pokarmów pomagających niszczyć komórki raka?

Ograniczę się do sześciu:

  1. Czerwone owoce, ponieważ wszystkie one zawierają co najmniej jedną z trzech następujących cząstek wspomagających w walce z rakiem: kwas elagowy, antocyjanidyny lub proantocyjanidyny.
  2. Warzywa kapustowate ze względu na wysoką zawartość glukozynolanów oraz zdolność uwalniania bardzo silnych związków antynowotworowych, takich jak indole oraz izotiocyjaniany.
  3. Warzywa cebulowe (czosnek, cebula, por), ponieważ zawierają antynowotworowe związki siarki: allicynę, tiosulfiniany, tiosulfoniany, disiarczki…
  4. Pomidory ze względu na dużą zawartość likopenu, czyli przeciwutleniacza z rodziny karotenoidów o właściwościach antynowotworowych.
  5. Kurkuma ze względu, rzecz jasna, na wysoką zawartość kurkuminy. To substancja nakłaniająca anormalne komórki do autodestrukcji (czyli zachęcająca je do naciśnięcia słynnego przycisku powodującego eksplozję). Biodostępność kurkuminy nie jest wysoka, ale istnieje wiele opatentowanych suplementów, w których zastosowano techniki pozwalające znacznie ją zwiększyć.
  6. Herbata i kakao, ponieważ zawierają przeciwutleniające katechiny zdolne zapobiegać powstawaniu nowych naczyń krwionośnych wokół guza.

Wyniki wielu badań potwierdziły ponadto, że nie bez znaczenia są także kwasy omega-3, dieta semiwegetariańska (owoce i warzywa zawierają o wiele więcej cząstek antynowotworowych) oraz samodzielne gotowanie z wykorzystaniem lokalnych, sezonowych produktów. A, no i oczywiście także witamina D! Wiele stowarzyszeń zaleca profilaktyczne stosowanie tego związku wszystkim osobom objętym ryzykiem wystąpienia raka, w szczególności w okresie jesienno-zimowym, kiedy dociera do nas mniejsza ilość promieni słonecznych.

A jakich pokarmów należy unikać?

Należy unikać przede wszystkim wszelkich gotowych dań przetworzonych, które zawierają zbyt dużo cukru i soli, pokarmów o wysokim indeksie glikemicznym, o zbyt dużej zawartości kwasów omega-6, czerwonego mięsa, dań gotowanych w wysokich temperaturach, alkoholu... Mówi się, że te właśnie pokarmy tworzą środowisko sprzyjające rozwojowi raka.

Alkohol? Ale chyba tylko w dużych ilościach, prawda?

Wyniki ostatnich badań wykazują, że nie. Wiadomo nie od dziś, że alkohol to substancja rakotwórcza i to niezależnie od jego rodzaju czy ilości. Według danych WHO odpowiada za 11% przypadków raka u mężczyzn oraz 4,5% u kobiet, przez co plasuje się na drugim po nikotynie miejscu wśród możliwych do uniknięcia przyczyn zgonów w następstwie raka.

Po wchłonięciu przez organizm alkohol prędzej czy później jest przekształcany przez enzymy w aldehyd octowy. I to właśnie ten związek jest najbardziej rakotwórczy: pomnaża liczbę „kul” utleniających, które przeszywają nasze struktury komórkowe. Długo sądziliśmy, że niektóre związki zawarte w czerwonym winie są w stanie równoważyć szkodliwe działanie aldehydu octowego, ale możliwe, że wcale tak nie jest. Temat jest złożony, a wiele badań, których wyniki promują właściwości wina, sfinansowanych zostało przez grupy, w których interesie leży rozpowszechnianie tego typu informacji (słynne „lobby”). Należy także pamiętać, że alkohol - często lecz nie zawsze - spożywany jest w towarzystwie, a wiemy, że otaczanie się przyjaciółmi i rodziną ma korzystny wpływ na zdrowie…

Rozumiem. A mówiąc o dietach-cud, miałeś na myśli na przykład dietę ketogeniczną?

Między innymi. Choć wymienić można także dietę alkaliczną czy choćby naprzemienne posty. Nie chcę przez to powiedzieć, że osoby cierpiące na raka muszą unikać tego rodzaju diet, a jedynie, że należy być bardzo ostrożnym z tego rodzaju zaleceniami. Jeśli ma się tę wątpliwą przyjemność obserwowania z bliska osoby cierpiącej na raka, szybko zauważa się, jak trudno jest jej przyjmować w czasie leczenia jakiekolwiek pokarmy. W ciągu zaledwie kilku tygodni osoby te bardzo tracą na wadze. Wyczerpaniu ulegają ich rezerwy witamin i minerałów, gwałtowanie spada liczba czerwonych krwinek, a układ odpornościowy ulega osłabieniu…

W większości przypadków przyczynę tego radykalnego zaniku apetytu stanowi chemioterapia: często towarzyszą jej nudności, zmienia się smak pokarmów (wyczuwa się metaliczny posmak), aromat niektórych pokarmów zaczyna być nieznośny, uszkodzone błony utrudniają przełykanie, pojawia się zgaga... Mogę się założyć, że jeśli doradzimy osobie cierpiącej na raka stosowanie postów czy odstawienie na dobre wszelkich produktów zawierających węglowodany, spadek wagi będzie jeszcze większy. A należy pamiętać, że do walki z rakiem potrzebna jest dobra forma!

Ale dietę tę stworzył laureat nagrody Nobla!

Niezależnie od kompetencji autora, nawet jeśli w przeszłości został wyróżniony nagrodą Nobla, to wciąż tylko człowiek, a ludzie nie są nieomylni. António Egas Moniz, wyróżniony nagrodą Nobla w 1949 roku za swoje prace poświęcone psychozie, był także twórcą koncepcji lobotomii, czyli zabiegu chirurgicznego, który zamiast leczyć, zamieniał pacjentów w „warzywa”. Kary Mullis, laureat nagrody Nobla w dziedzinie chemii z 1993 roku, długo twierdził, że wirus niedoboru odporności (HIV) nie stanowi przyczyny zespołu nabytego niedoboru odporności (AIDS). I niestety zdobył posłuch: wielu pacjentów odmawiało leczenia tradycyjnymi metodami, gdyż obawiali się, że zostaną otruci…

Ale wróćmy do diety ketogenicznej: nie sposób nie zgodzić się, że sama idea brzmi kusząco. Przynajmniej na papierze.

Wszystko zaczęło się, gdy niemiecki biolog, Otto Warburg, odkrył, że komórki nowotworowe pochłaniają ponad 20 razy więcej cukrów niż pozostałe komórki. Odkrycia tego dokonał na początku XX wieku, czyli nie jest to żadna nowość. Pozwoliło mu ono stworzyć narzędzie do wykrywania raka, czyli skaner PET. Jeśli w którymś obszarze ciała zaobserwujemy wyjątkowo duże zużycie cukru, to prawdopodobnie jest ono skutkiem nowotworu.

Warburg odkrył, że komórki nowotworowe nie przekształcają energii w taki sam sposób jak komórki zdrowe. Wykorzystują proces mniej wydajny w dłuższej perspektywie, ale jednocześnie o wiele szybszy (4). Proces ten, zwany glikolizą, pozwala im także pozyskiwać elementy „gotowe”, umożliwiające odtwarzanie wszystkich składników komórki: DNA, białek i tłuszczów. To dla nich niesamowita okazja, ponieważ muszą jak najszybciej wyprodukować kompletną kopię zawartości komórkowej. Czyli wszystkiego, co zawarte jest w ich siatce! A to bardzo energochłonny proces. Jak to się dzieje, że wykorzystują więcej cukrów niż pozostałe komórki? Zwiększają liczbę transporterów cukrów, którym udaje się przekroczyć granicę (błonę komórkową). To takie proste!

Tak więc wystarczy odstawić pokarmy bogate w cukry, by odciąć im racje żywieniowe!

Tak właśnie brzmi założenie diety ketogenicznej. Zakłada zdecydowane ograniczenie spożycia węglowodanów, aby zmusić wątrobę do wytwarzania drobnych cząstek zwanych ketonami lub ciałami ketonowymi. To paliwo stanowiące alternatywę dla cukrów wykorzystywanych przez prawie wszystkie komórki organizmu. Tak jak pojazdy hybrydowe zdolne wykorzystywać zamiennie prąd lub benzynę, nasze komórki mogą wykorzystywać cukry lub ketony. Ale okazuje się, że większości komórek raka to alternatywne źródło nie przypadło do gustu. Dlatego tak jak wspomniałem wcześniej, dieta ketogeniczna, do której stosowania - co trzeba podkreślić - nasz organizm jest świetnie przygotowany, może więc być kusząca. Niestety w praktyce nie do końca się sprawdza.

Przede wszystkim dlatego, że nasz organizm sam automatycznie reguluje poziom cukru we krwi. Cukier transportowany we krwi nie pochodzi wyłącznie z pożywienia. Jest także wytwarzany przez organizm z mięśni i tłuszczów. Organizm dba, by poziom cukru we krwi był zawsze stabilny (regulacja poziomu cukru we krwi). Dlatego nawet w przypadku stosowania tej diety komórki raka nie są całkowicie pozbawione dostępu do cukru.

I wreszcie, badacze odkryli niedawno, że gdy spada poziom cukru, niektóre komórki nowotworowe (na przykład te typowe dla najczęstszej postaci raka płuc) są w stanie wykorzystywać także wszelkie inne rodzaje paliw: glutaminę, czyli aminokwas występujący w dużych ilościach w bogatych w białko pokarmach (które są niezbędne w diecie ketogenicznej!). Tak więc w razie potrzeby także i komórki raka są w stanie się dostosować i przeprogramować swój metabolizm (5).

Ale... Przecież istnieją świadectwa potwierdzające skuteczność tej diety…

Świadectwo nie stanowi „dowodu” skuteczności metody, zwłaszcza w przypadku choroby tak złożonej jak nowotwór! Jeśli słuchałaś mnie przez cały czas, na pewno sama doszłaś już do wniosku, że skuteczność leczenia raka nigdy nie zależy od tylko jednego czynnika. Tak jak nawet osoby prowadzące zdrowy styl życia mogą zachorować na raka, osoby stosujące w czasie terapii nowotworowej niewłaściwą dietę mogą pokonać raka. Jeden przypadek nigdy nie stanowi dowodu.

To właśnie dlatego prowadzi się badania naukowe. A trzeba przyznać, że wyniki badań poświęconych tej kwestii są dość ostrożne… W 2018 roku w czasopiśmie Journal of Human Nutrition and Dietetics opublikowano metaanalizę opisującą je wszystkie, której rezultat nie jest zbyt entuzjastyczny. Jedne badania kliniczne sugerują, że dieta ketogeniczna ma nieznacznie korzystny wpływ na guz, podczas gdy inne dowodzą, że nie wywiera na niego żadnego wpływu albo wywiera wpływ odwrotny od zamierzonego. W przypadku naprzemiennych postów 5 na 9 badań sugeruje wspomaganie skuteczności chemioterapii, ale 4 pozostałe sugerują brak oddziaływania lub wręcz zmniejszanie skuteczności chemioterapii (6).

Warto jednak zachować ostrożność: niełatwo jest ocenić skuteczność tego typu diety w oparciu o tak małą liczbę badań. Sposób stosowania diety zmienia się z metody na metodę, a liczba przebadanych osób jest bardzo małą... Powiem tak: na chwilę obecną nie sposób zająć ostateczne stanowisko. Istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że drastyczne ograniczenie spożycia cukrów, w tym tych o wysokim indeksie glikemicznym, pomaga zwalczać raka. Tak samo zresztą jak możliwe jest, że podobnie działa spadek poziomu cukru u osób cierpiących na hiperglikemię (7). Ale czy w ogóle warto całkowicie rezygnować z węglowodanów? Ograniczać się jedynie do pokarmów na bazie tłuszczów i białek? W świetle wyników dostępnych dziś badań - nie warto. Ponadto jest to niezwykle ograniczająca dieta, a ten okres w życiu - jak z pewnością możesz sobie wyobrazić - nie jest najlepszym momentem na narzucanie sobie tak rygorystycznych wymogów. Poza tym wiele spośród źródeł węglowodanów zawiera bardzo duże ilości przeciwutleniaczy i cząstek o działaniu przeciwnowotworowym…

Owoce i warzywa?

Dokładnie tak.

A co z produktami naturalnymi?

Mogą się okazać przydatne. Ponadto coraz więcej lekarzy włącza je do leczenia. Należy jednak wybierać produkty wysokiej jakości i stosować je pod kontrolą lekarza, ponieważ niektóre z nich zawierają związki aktywne, które mogą wpływać na leczenie konwencjonalne. Pamiętać też trzeba, że nie „leczą” one raka: pomagają jedynie organizmowi lepiej sobie z nim radzić, zmniejszając poziom stresu, usprawniając pracę układu odpornościowego, zwalczając stany zapalne, poprawiając samopoczucie i pomagając lepiej znosić ból. Więc jak widzisz, mogą pomagać. Ponadto niektóre produkty naturalne mogą brać udział w procesie, o którym wspominaliśmy.

##PATRZ:artykuł,0457,,Wyciąg z kiełków brokułów standaryzowany na zawartość glukozynolanów##

A bóle? Czy chorobie nowotworowej towarzyszy także fizyczny ból?

Guzy mogą naciskać na sąsiadujące obszary, w tym kości, nerwy czy narządy wewnętrzne. Mogą także blokować przepływ krwi czy utrudniać pracę organów takich jak okrężnica. Niektóre badania mogą powodować ból. Podobnie jest z pewnymi metodami leczenia, takimi jak chemioterapia, radioterapia czy zabiegi chirurgiczne (nacięcia, rany, zgrubienia). Po seansach chemioterapii większość osób wykazuje objawy typowe dla ciężkich stanów grypowych. Trudno się z tym pogodzić, ponieważ leczenie powinno poprawiać nasz stan, a nie pogarszać go. Intensywny stres zdecydowanie zwiększa wrażliwość na ból, przez co wszystko staje się trudniejsze i bardziej nieprzyjemne. To także z tego powodu ludzie skłaniają się ku terapiom takim jak akupunktura, masoterapia, medytacja czy sterowane obrazowanie mentalne.

Co tak naprawdę się dzieje, gdy dochodzi do najgorszego? Jak to się staje, że guz zabija?

Bezpośrednią przyczyną śmierci nie jest namnożenie się komórek raka. Nie jest tak, że nagle zaczynają one atakować zdrowe komórki. Jednak stopniowo rozprzestrzeniając się w organizmie, w pewnym momencie zaczynają utrudniać pracę kluczowych organów i te nie są już w stanie prawidłowo działać.

Czasem komórki raka przenoszą się z pierwotnego miejsca do płuc w ramach procesu zwanego przerzutem, a wtedy stają się o wiele groźniejsze, ponieważ uniemożliwiają płucom prawidłowe pobieranie tlenu i ostatecznie mogą doprowadzić do śmierci przez uduszenie. Gdy te same komórki umiejscawiają się w wątrobie, zaburzają funkcję oczyszczania, przez co dochodzi do stopniowego zatruwania krwi, które może prowadzić do śpiączki wątrobowej. Ale jeśli rak zadomowi się w organie, który nie jest kluczowy dla funkcjonowania całego organizmu, takim jak na przykład pierś, rzadko prowadzi do śmierci. Dopóki rak nie zaczyna wędrować po całym organizmie, nic jeszcze nie jest przesądzone! Należy jednak działać szybko, ponieważ ostatecznie we wszystkich komórkach raka budzi się „duch podróżnika”…

Co więc mogę poradzić mojej przyjaciółce, żeby jednocześnie nie przygnieść jej nawałem informacji?

Już same regularne odwiedziny będą stanowiły dużą pomoc. Izolacja społeczna ma bardzo szkodliwe skutki dla osób walczących z rakiem: nawet jeśli czasem nie wiesz, co powiedzieć, miło jej będzie czuć, że ją wspierasz i o niej myślisz.

Możesz z dyskrecją dbać, by zachowała krytycyzm i nie wierzyła we wszystko, co usłyszy lub wyczyta, nie omówiwszy tego z lekarzami, którzy się nią zajmują czy wyspecjalizowanymi stowarzyszeniami... Im większą będzie mieć wiedzę o tym, co się z nią dzieje, tym lepszych wyborów związanych z walką z chorobą będzie dokonywać. Ważne, by jak najszybciej zacząć podejmować rozsądne decyzje.

Czy mógłbyś spróbować podsumować i sformułować hipotezę dotyczącą źródła jej nowotworu i sposobu, w jaki się rozwinął?

Możliwych jest wiele hipotez. Oto jedna z najbardziej prawdopodobnych. Być może Twoja przyjaciółka padła ponad 10 lat temu ofiarą wielu krytycznych mutacji, które z pewnością były skutkiem pecha, a być może dodatkowo wywołał je jakiś występujący wtedy stres. Może miała predyspozycje genetyczne, w wyniku których doszło do tej mutacji. Nigdy się tego nie dowiemy. Komórka zaczęła się dzielić powoli, stopniowo prowadząc do powstania małego guzka. Pozbawiony pożywienia guzek mógł się nie ujawniać ani specjalnie nie rozwijać, ponieważ sytuacja emocjonalna Twojej przyjaciółki była stabilna, a ona sama wiodła zdrowy tryb życia. Potem, na skutek jednej lub kilku przypadkowych mutacji, odwrócił na swą korzyść bieg naczyń krwionośnych, a nawet zaczął się kamuflować, aby układ odpornościowy nie był w stanie go wykryć. I być może, gdy Twoja przyjaciółka przeżywała trudne chwile, o których wspomniałaś, nowotwór wykorzystał sytuację, by sięgnąć po swą najniebezpieczniejszą broń: zdolność przemieszczania się naczyniami krwionośnymi i odkrywania nowych miejsc w organizmie. Rozwój nowotworu nie jest procesem linearnym, regularnym: pamiętaj, że zanim stanie się agresywny i niebezpieczny dla organizmu, musi stopniowo zaopatrzyć się w różne „złośliwe” strategie.


Masz jeszcze inne pytania dotyczące raka? Chciałbyś nam je postawić? Wyślij wiadomość na adres contact@supersmart, w temacie wpisując „Rozmowa o raku” lub zadaj swoje pytanie bezpośrednio w komentarzu. Pozwoli nam to uwzględnić Twoje pytanie podczas aktualizacji artykułu.

Bibliografia

  1. Snow H. Cancer and the cancer process. London, Churchill, 1893, pp 33-34.
  2. Chida Y, Hamer M, Wardle J, Steptoe A. Do stress-related psychosocial factors contribute to cancer incidence and survival? Nat Clin Pract Oncol. 2008 Aug;5(8):466-75. doi: 10.1038/ncponc1134. Epub 2008 May 20.
  3. Pinquart M, Duberstein PR. Depression and cancer mortality: a meta-analysis. Psychol Med. 2010 Nov;40(11):1797-810. doi: 10.1017/S0033291709992285. Epub 2010 Jan 20.
  4. Malthièry, Y., & Savagner, F. (2006). Métabolisme énergétique de la cellule cancéreuse : exemple des tumeurs endocrines riches en mitochondries. Annales d’Endocrinologie, 67(3), 205–213. doi:10.1016/s0003-4266(06)72588-4
  5. Vincent E, Alexey Sergushichev, et al. Mitochondrial Phosphoenolpyruvate Carboxykinase Regulates Metabolic Adaptation and Enables Glucose-Independent Tumor Growth, DOI:https://doi.org/10.1016/j.molcel.2015.08.013.
  6. Rapport « Jeûne, régimes restrictifs et cancer : revue systématique des données scientifiques et analyse socio-anthropologique sur la place du jeûne en France ». NACRe 2017
  7. Foretz M, Viollet B. Les nouvelles promesses de la metformine : vers une meilleure compréhension de ses mécanismes d’action. Med Sci (Paris) 2013 ; 29 (sous presse)
Jeśli Ci się podoba, udostępnij Pinterest

Komentarze

Aby móc zostawić komentarz, należy zalogować się do swojego konta.
Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany. Bądź pierwszą osobą, która go skomentuje
Our selection of articles
Para w starszym wieku zażywająca suplementy diety
Osoby starsze: najlepsze suplementy diety dla seniorów

Jeśli masz więcej niż 70 lat, szybkimi krokami zbliżasz się do siedemdziesiątki lub masz w rodzinie osoby po 70 roku życia, którym chcesz pomóc, ten artykuł na temat suplementów diety dla seniorów jest właśnie dla Ciebie.

Koszyk pokarmów bogatych w przeciwutleniające polifenole
Niezbędnik: 12 owoców i warzyw o największej zawartości polifenoli

Owoce i warzywa zawdzięczają swoje korzystne właściwości w dużej mierze zawartości polifenoli. Ale które zawierają ich najwięcej? Czy zgadniesz, które z nich plasuje się na pierwszym miejscu?

Twarz kobiety starzejącej się z powodu glikacji
Glikacja: cichy mechanizm przyspieszający starzenie

Glikacja to cicha, lecz niezwykle skuteczna reakcja chemiczna, która odgrywa kluczową rolę w procesie starzenia się organizmu. Dowiedz się, na czym polega ta „karmelizacja” organizmu oraz jak ją zwalczać.

Uśmiechnięta kobieta z przeciwutleniającymi pokarmami we włosach
7 przeciwutleniaczy o najsilniejszym działaniu

Od kilku lat przeciwutleniacze cieszą się powodzeniem ze względu na rzeczywistą lub teoretyczną zdolność opóźniania procesów starzenia. Ale które z nich są najsilniejsze?

Para pięknych, szczęśliwych seniorów
Spowalnianie procesów starzenia: senolityki jako najlepszy sposób na zachowanie młodości

Chcesz opóźnić moment wystąpienia negatywnych skutków starzenia i jak najdłużej pozostać w dobrej formie, by maksymalnie cieszyć się życiem i towarzystwem bliskich osób? Odkryj senolityki, najskuteczniejszą broń w walce z procesami starzenia.

Komórka starcza, która nie może ulec ponownemu podziałowi
Czym są komórki starcze?

Komórki starcze to komórki, których cykl życia definitywnie się zakończył. Jeśli cały proces przebiega prawidłowo, komórki te są usuwane z organizmu przez układ odpornościowy. Jednak zdarza się, że nie są one usuwane i kumulują się w tkankach, co może mieć dla zdrowia poważne konsekwencje.

Products which may be of interest

Mitochondrial Formula  avec PQQMitochondrial Formula avec PQQ

Przeciwdziałająca starzeniu formuła odżywcza, która optymalizuje działanie mitochondriów

59.00 €(70.55 US$)
+
AMPK BoosterAMPK Booster

The cellular enzyme that promotes longevity and reduces fat storage

42.00 €(50.22 US$)
+
Nicotinamide Mononucleotide 125 mg Nicotinamide Mononucleotide 125 mg

Stop, rewind! A world first! This NAD+ booster could truly reverse ageing!

59.00 €(70.55 US$)
+
-60%
Dragonhead ExtractDragonhead Extract

Przeciwdziałający starzeniu wyciąg z pszczelnika, który działa podobnie jak ograniczanie spożycia kalorii

16.80 €42.00 €(20.09 US$)
+
Astragaloside IV 98%Astragaloside IV 98%

Exceptional advance in anti-aging ! Take advantage of our launch offer on the Astragaloside IV + Resveratrol Synergy "Longevity pack -->

98.00 €(117.18 US$)
+
Astragalus ExtractAstragalus Extract

Astragalus glycerine extract in liquid form. The ancient ‘Fountain of Youth’ of Chinese medicine

19.00 €(22.72 US$)
+
-70%
Nicotinamide Riboside 125 mgNicotinamide Riboside 125 mg

"Miracle molecule", "Incredible hidden vitamin"

20.70 €69.00 €(24.75 US$)
+
© 1997-2021 Supersmart.com® - Wszelkie prawa do powielania zastrzeżone
© 1997-2021 Supersmart.com®
Wszelkie prawa do powielania zastrzeżone
Nortonx
secure
Warning
ok